-Spokojnie, Cher. Zostaw, ja to zrobię. Pokaleczyłas sobie ręce.
-Co tu do jasnej cholery się dzieje? - zapytałem podchodząc do nich
-Zamknij się - warknął Liam. Wow. Nie spodziewałem się tego po Daddym. Prędzej po pannie Lloyd.
-Ty się zamknij. Głowa mi pęka.
Dotknąłem czoła czując pulsowanie w czaszcze. Byłem gotowy na jakiś odpryskliwy komentarz Cher. Jednak niczego nie usłyszałem. Stała prosto. Z jej oczu leciał łzy, a z jej rąk płynęła czerwona ciecz.
-Uh... Cher, wszystko okej? - zapytałem drapiąc się po karku.
Nie odpowiedziała tylko patrzyła prosto w moje oczy. Jej piwne teczówki świeciły od łez.
-Chodź. Pomogę ci - powiedziałem i zaprowadziłem ją do łazienki. Kiedy zajmowałem się jej dłońmi, nie powiedziała ani słowa.
-Może bys coś w końcu powiedziała? - mruknąłem chłodnym tonem. Nie miałem siły już być miły dla niej.
Jej oczy spotkały sie z moim wzrokiem. Uśmiechnęła sie słabo.
-Moja mama - zaczęła zachrypnietym głosem
-Co twoja mama? - zapytałem zaciekawiony
-Odnalazła się - dodała.
Woda utleniona wypadła mi z rąk.
-C-co? - wydukałem. Nie odpowiedziałem.
Nie wiedziałem co mam powiedzieć.
Przytuliłem ją mocno.
-Moge już iść? - zapytała cicho
-Nikt cię nie trzyma - odpowiedziałem zmieszany. Wstała i wyszła bez słowa. Oparłem się o szafkę. W końcu cos dobrego spotkało naszą małą Cher...
-Pani z rodziny?
-Tak, jestem córką.
Kobieta lekko sie uśmiechnęła.
-Jest w sali 126 na drugim piętrze - powiedziała
-Dziękuję - rzuciłam i pobiegłam w stronę windy. Szybko nacisnęłam guzik z numerkiem 2 i ruszyłam.
Kiedy tylko drzwi windy sie otworzyły, zaczęłam wzrokiem szukać właściwej sali. Znajdowała sie prawie na końcu długiego korytarza. Lekko zapukałam i weszłam do pomieszczenia.
-Dzień dobry - powiedziałam i patrzyłam na wszystkie łóżka, które znajdowały sie w pokoju. Mój wzrok powedrował na tabliczkę z napisem "Elizabeth Lloyd". Podbiegłam do łóżka.
-Mamo? - pochyliłam się nad śpiącą kobietą. Na te słowa otworzyła oczy.
Przez chwilę patrzyłyśmy się na siebie.
-Cher, to ty? - zapytała
-Mamusiu - wpadłam w jej ramiona. Zaczęłam płakać jak malutkie dziecko. Mama przytulała mnie tak jak kiedyś.
-Cher. Tak za tobą tęskniłam. Myślałam że już nigdy się nie zobaczymy - otarła moje oczy. Na te słowa ponownie zalałam się łzami.
Rozmawiałyśmy bardzo długo. Powiedzialam jej o wszystkim co do tej pory mnie spotkało.
-Kochanie, muszę ci coś powiedzieć - zaczęła. W jej głosie było słychać strach - ten człowiek, który mnie trzymał, on był... To był twój ojciec - powiedziała.
Wzdrygnęłam się.
-Nie nazywaj go tak - mruknęłam - nawet na to nie zasługuje. Jak tylko go zobaczę, to... - nie dokończyłam, bo do pokoju weszła pielęgniarka.
-Zabieramy panią Elizabeth na wizytę u psychologa - powiedziała uśmiechając się
-Mówiłam już doktorowi, że nie potrzebuję tych wizyt - westchnęła - trzymaj się kochanie
-Wróce jutro - ucałowałam ją w policzek. Poczekałam aż zniknie pchana na wózku przez pielęgniarkę. Ustawiłam na jej szafce butelkę organicznego soku marchewkowego i pudełeczko obranych mandarynek. Zostawiłam jej miejsce tak jak je zastałam.
Wdzięczna Bogu wrócilam do domu.
-Jak było? - zapytali chłopcy
-Wspaniale - odpowiedziałam
Czekał na mnie przepyszny kurczak.
-Mmmm... Uwielbiam kurczaka - powiedziałam zachwycając się zapachem
-Smacznego - powiedział Harry. Siedział obok Kat. Stanowili tak piękną parę. Nie wspominam o ich podobnym wyglądzie. Mogli być rodzeństwem. Oboje mieli zielone oczy i ciemne, krecone włosy.
Louis siedział obok Eleanor. Oni też byli podobni. Blond włosy i szaro-niebieskie oczy. Zayn siedział obok Perrie. Byli parą wręcz idealną. Oboje kochali słuchać rocka i nosili ciemne ubrania.
Liam kochał Sophie. Znów blondyni. Liam tracił dla niej głowę. Wszystkie pary kierowały wzrok na mnie oczekując szczegółów.
Jedynie ja i Niall siedzieliśmy na przeciwko siebie i nie mieliśmy pary.
-Uh... Co chcecie jeszcze wiedzieć? - zapytałam.
-Najlepiej wszystko - powiedziała Ellie.
Opowiedziałam im wszystkie szczegóły.
Nic im więcej nie powiem - pomyślałam.
-Niall, kiedy ty się w końcu ustatkujesz? - zapytał go Liam
-Bo ty się już ustatkowałeś - warknął blondyn
-W pewnym sensie tak - objął ramieniem Sophie
-A ty, Cher? - zapytała Kat.
Zabiję ją w końcu.
-Nie mam na to ochoty - mruknęłam
-Na to nie można mieć ochoty - powiedziała brunetka.
-A może przestaniecie udawać w końcu, co? Widzimy, że coś do siebie czujecie - zaśmiał sie Louis
-Nie! - warknęliśmy w tym samym momencie
-Sami widzicie - dodal Harry.
Przebierając się z pidżamy w ubranie, kiedy w końcu to zrozumiałam.
-Ja go kocham - szepnęłam.
Szybko chwyciłam telefon i napisałm sms'a do Niall.



